jestem dzisiaj w nastroju tylko na płakanie i wychładzanie organizmu. rano zobaczyłam na wadze 51 kilogramów, to pewnie dlatego. straciłam na cokolwiek apetyt i dzisiaj nic nie jadłam. jak tak myślę to chyba też nic nie piłam. to pewnie dlatego tak boli mnie głowa. w każdym razie zastanawiam się nad dłuższą głodówką - marzeniem byłby tydzień, ale nie wiem czy to dobry pomysł z trybu "wpierdalam wszystko co popadnie jak odkurzacz" przerzucać się na tydzień niejedzenia. więc na razie może będę jeść co drugi dzień (tylko śniadanie), tak powiedzmy przez dwa tygodnie, a potem spróbuję z głodówką na wodzie i czarnej kawie.
motywacja na dziś: "koleżanka" z klasy, większa ode mnie, od listopada chyba przechodzi na dietę. na obiad w szkole zjadła sałatkę. chwilę później druga "koleżanka", która wie że ta pierwsza """""się odchudza""""", żeby się z nią podroczyć zaczęła wymachiwać jej snickersem pod nosem. i w efekcie dziewczyna """"na diecie"""" pół jej wpierdoliła. fajna dieta. myślę, że już w przyszłym tygodniu cała szkoła zobaczy efekty a ja powieszę sobie jej zdjęcie nad łóżkiem jako motywację.
