szoruję twarz gruboziarnistym peelingiem. skóra jest zaczerwieniona, krostki popękały i krwawią. zmywam z twarzy wszystkie oznaki mnie. jestem teraz szarą, beznamiętną masą, z której popkultura może ulepić obywatela idealnego. dołączam do tych ludzi z którymi codziennie jeżdżę rano i popołudniu metrem. nie myślę, nie czuję, wszystko mi jedno. jestem zaprogramowana na wejście do wagonu na początku peronu i wyjście na następnej stacji.
coraz słabiej widzę.
coraz gorzej słyszę.
coraz mniej pamiętam. nie pamiętam nawet co chciałam napisać.
powoli umieram w sobie. umieram w sposób, w jaki chyba zawsze chciałam umrzeć. zgnić od środka. położyć się na ściółce i zarosnąć mchem, niezauważona przez nikogo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz